PR-owcu wyjdź zza biurka!

Naturalnym środowiskiem każdego szanującego się PR-owca jest biurko, komputer i ulubiony kubek do kawy. W codziennej pracy świat poznaje zazwyczaj z tej perspektywy. I być może tu jest pies, czyli przyczyna naszych komunikacyjnych wpadek, pogrzebany. Bo, umówmy się, spełnienie oczekiwań klienta jest o wiele skuteczniejsze, gdy znamy jego biznes również w aspekcie praktycznym.

Podczas majowego weekendu miałam okazję przyjrzeć się funkcjonowaniu jednej z firm przewozowych z różnych perspektyw -  podróżującego, przewoźnika i pracownika agencji PR. W trakcie podróży musiałam pokonać odcinek, na którym odbywały się prace remontowe, dlatego też uruchomiono komunikację zastępczą. Wiadomo nie od dziś - prace drogowe potrafią wywołać wiele emocji.

Mimo utrudnienia w postaci przymusowej przesiadki, podróż przebiegła bezproblemowo. Przewoźnik, jak to się mówi „stanął na wysokości zadania”. Jeszcze w pociągu podróżujący zostali poinformowani o utrudnieniach, a po jego opuszczeniu skierowani przez obsługę do komunikacji zastępczej. Wszystko w bardzo miłej i pomocnej atmosferze.

Gdy zajęłam wygodne miejsce w autobusie, moje uszy zarejestrowały jednak osobliwą rozmowę. Dwie panie głośno krytykowały przedłużające się w nieskończoność roboty i opieszałość pracowników oraz powtarzały, jak bardzo nie lubią jeździć autobusem. Mój wzrok przykuły atrakcyjne graficznie plakaty, które w prosty i przejrzysty sposób informowały o przyczynach zaistniałej sytuacji. To jednak, w połączeniu z rzetelnymi komunikatami od obsługi informacyjnej nie przekonało pań. Rozmowę skwitowały słowami: „Wszystko wina związków zawodowych. Pracować im się nie chce!”.

Jaki z tego morał? Agencja wykonała dobrą robotę – podpowiedziała, jak postępować w sytuacji kryzysowej, przewoźnik wziął sobie te rady do serca i zdawać by się mogło, spokojnie przeszedł przez komunikację potencjalnie kryzysową. Mimo to część odbiorców jego usług nie była zadowolona.  Opuszczenie biurka przypomniało mi, że choćby PR-owiec stanął na głowie i wykonał pracę na najwyższym poziomie, to czynnik ludzki jest niezwykle nieprzewidywalny. 

A jakie mam wnioski dla moich koleżanek i kolegów z branży?

Nie gnuśniej za biurkiem – wyjdź do ludzi, poobserwuj świat i… biznes Twojego klienta. Sukces PR-owca to suma doświadczeń. Aby być naprawdę dobrym, trzeba stale obserwować. Sprawdzać, jak rozwiązania przygotowywane w zaciszu biura sprawdzają się w terenie, na żywym organizmie. Tylko tak można dowiedzieć się, co należy zmienić, jakie procesy usprawnić, tak aby klienci byli zadowoleni z obsługi.

Pisanie wciąż o tym samym może być męczące. Niestety często siedzimy za biurkiem i produkujemy dziesiątki tekstów. Pierwsze 100 nie jest wyczynem, ale żeby nie popaść w twórczą rutynę, potrzebna jest zmiana perspektywy. Od czasu do czasu warto ruszyć się z wygodnego fotela na pole działalności klienta. Czasami będzie to pociąg, czasami restauracja, a jeszcze kiedy indziej fabryka. To idealny sposób, żeby wejść w skórę odbiorcy produktów. Nie tylko dla Ciebie będzie to ciekawe doświadczenie. Czytelnicy Twoich tekstów też się ucieszą.

PR-owiec, który działa wyłącznie w oparciu o teorie i dane, a nie o obserwację, jest jak lekarz, który leczy bez przeprowadzenia wywiadu. Spójrzmy na to z perspektywy pisania tekstu. O wiele ciekawsze i bardziej wartościowe teksty mają szansę powstać, gdy ich autor mógł osobiście doświadczyć, dotknąć, poczuć możliwie wszystkimi zmysłami opisywanego tematu. Zdecydowanie łatwiej pisze się teksty na bazie własnych doświadczeń, a nie wyłącznie zza biurka.